Piękno włoskiej architektury starożytnej zachwyca nas do dziś. Podobnie jak projekty żyjącego w XV wieku Leonarda da Vinci, który tworzył rzeczy użyteczne i piękne zarazem. Włosi po prostu mają do tego smykałkę. Nie inaczej ma się rzecz z dzbankami LAICA.

Jak design – to włoski. Nie ma na świecie innego kraju, którego nazwa tak ściśle kojarzyłaby się z pięknem przedmiotów codziennego użytku. Jednocześnie wcale nie tak prosto nazwać „to coś”, co łączy włoską modę, samochody i – oczywiście – dzbanki LAICA.

Starożytność i renesans
Pod wieloma względami cała nasza kultura jest z Włoch. Włosi zaś na co dzień otoczeni są klasycznie pięknymi wytworami ludzkich rąk – ślady rzymskiego dziedzictwa na Półwyspie Apenińskim można bowiem znaleźć na każdym kroku (stąd turystyczna popularność Italii). Pięknym pozostałościom dawnego imperium rozgłosu nadał renesans, który w centrum świata ustanowił człowieka. Bez tej rewolucyjnej zmiany perspektywy nie sposób sobie wyobrazić współczesnej zachodniej cywilizacji w ogóle, warto jednak odnotować, że jest ona również fundamentem designu jako takiego. Przewrotnie za pierwszego designera można przecież uznać Leonarda da Vinci – z jednej strony wynalazcę, a z drugiej – niekwestionowanego artystę z górnej półki. Czy wiesz, że ten pan w wolnych chwilach projektował rowery i samoloty?

Od rzemiosła do przemysłu
Włoskie rzemiosło należy do najsłynniejszych na świecie. Niewielkie rodzinne firmy mogą często poszczycić się wielosetletnią tradycją i doskonaloną przez pokolenia starannością wykonania. Niezależnie od tego, czy mówimy o szewcach, krawcach, stolarzach, kaletnikach, czy – dajmy na to – fajkarzach (producentach fajek), to Włosi są i zawsze byli w światowej czołówce. W przeciwieństwie do Anglii czy Niemiec tradycja ta nie zginęła w wyniku rewolucji przemysłowej – jakość wykonania, dbałość o szczegół i piękno formy były dla włoskiego przemysłu równie istotne, co tempo, masowość i koszty produkcji. W XX wieku zaowocowało to chociażby fenomenem włoskiej motoryzacji, ale też i mody.

 

Moda od stóp do głów
Mediolan, obok Paryża, Nowego Jorku i Londynu, należy do wielkiej czwórki światowych stolic mody. Mediolańskie kreacje są klasycznie piękne, niekiedy bardziej tradycyjne niż ich odpowiedniki z paryskich czy londyńskich wybiegów, samo miasto zaś jest jednocześnie centrum jednego z najprężniejszych w Europie regionów dziewiarskich i siedzibą imponującej liczby firm krawieckich z tradycjami. Połączenie ekstrawagancji i funkcjonalności, precyzyjnej maszynowej produkcji i misternej ręcznej roboty jest właściwe dla włoskiego stylu w każdym jego aspekcie. Francuzi, Amerykanie czy Brytyjczycy mogą wyznaczać trendy – jednak tylko Włosi potrafią wydobyć to, co z chwilowego trendu uczyni klasykę.

Ten mariaż fantazji z funkcjonalnością staje się oczywisty, gdy pomyślimy… o skórzanych butach. Tu bowiem Włosi nie mają żadnej konkurencji. Można więc powiedzieć, jeśli chodzi o design, że to ten włoski najpewniej stąpa po ziemi.

 

 

Tu vuo' fa' l'americano!
Choć korzeni włoskiego stylu można szukać w odmętach wieków, to włoski design prawdziwie zawrotną karierę zrobił dopiero po II wojnie światowej. Korzystając z planu Marshalla, przemysł we Włoszech odbudowywał się w niesamowitym tempie, Włosi zaś zakochali się w Amerycez wzajemnością.

Od późnych lat pięćdziesiątych o rzymskiej wytwórni Cinecitta mówi się jako o „Hollywood nad Tybrem” – swoje filmy bowiem kręcą tam takie gwiazdy amerykańskiego kina, jak Bogart czy Hepburn. Wiele z nich to oczywiście filmy kostiumowe – np. „Ben-Hur” lub „Kleopatra” – jednak nie można nie docenić obrazów typu „Rzymskie wakacje”, które z Włoch uczyniły mekkę pięknych i bogatych, a ze wszystkiego, co włoskie – ikonę dobrego smaku i stylu.

Po II wojnie światowej Amerykanie wyznaczają trendy – w tym również trendy w designie – ale krok za nimi podążają Włosi, którzy są dla Amerykanów „ponownie odkrytą Europą”. W popkulturze tę symbiozę najlepiej ilustruje paradoks: najlepszą pizzę wypieka się w Nowym Jorku lub Chicago, za to najlepsze westerny wyszły spod ręki Sergio Leone…

Jeśli przyjrzeć się więc temu, co współcześnie uchodzi za ikony włoskiego stylu, znajdziemy marki, których rozwój eksplodował właśnie w drugiej połowie XX wieku. LAICA dołączyła do tego panteonu w 1974 roku – równo z Fiatem 131, znanym szerzej jako Mirafiori. Kto pamięta to kultowe auto, niech wypije szklankę świeżo przefiltrowanej wody za włoski smak i styl ;)